Blog

Dziewczyny z Dubaju czyli jak to tymi paniami do towarzystwa było.


O "aferze dubajskiej" znów stało się głośno za sprawą książki Piotra Krysiaka „Dziewczyny z Dubaju”. Dla przypomnienia w 2009 r. wrocławskie CBŚ rozbiło gang sutenerek, który dostarczał kobiety, nie raz celebrytki z pierwszych stron plotkarskich portali, na imprezy arabskich szejków, gdzie te umilały im czas inkasując nietuzinkowe gaże. Stosowne wynagrodzenie otrzymywały też aresztowane sutenerki, w tym córka znanego rockmana Joanna B. Wraz z nią biznes prowadziły Emilia P. i Karolina Z. Sutenerki w okresie 2005-2009 wysyłały do Dubaju, Francji, Niemiec czy Maroka wysyłały modelki, które na miejscu świadczyły usługi seksualne bogatym klientom.

Co skłania kobiety do wybrania takiej formy zarobkowania?

W okresie międzywojennym badania nad zjawiskiem prostytucji w Warszawie prowadziła dr Irena Surmacka. Z jej badań wynika, że większość kobiet trafiło do zawodu przypadkiem. Były to dziewczęta w wieku 18-25 lat przybyłe do Warszawy jako pomoce domowe. Później jednak czy ze względu na utratę pracy czy też na niskie zarobki zasilały one szeregi najstarszego zawodu świata. W tym okresie służąca zarabiała tygodniowo ok. 7,50 zł tygodniowo, tymczasem tygodniówka średnio zarabiającej  prostytutki wynosiła 15 zł.

Wiadomo, że prostytutka, prostytutce nierówna. Kobiety świadczące usługi seksualne ze skrajnej biedy tradycyjnie zajmowały najbiedniejszy rejon stolicy – Powiśle. Wyżej w hierarchii stały kobiety pracujące na Woli czy Muranowie. Dalej był Nowy Świat i Marszałkowska. Ekskluzywne prostytutki zaś przesiadywały w Adrii, Oazie czy Gastronomii i zarabiały więcej od urzędniczek państwowych i niejednokrotnie były od nich lepiej wykształcone. Zawodem tym parały się również ówczesne celebrytki – fordancerki i artystki kabaretowe, których opiekunami zazwyczaj byli dyrektorzy kabaretów. Większość z nich pracowała nie ze względu na biedę ale na profity jakie uzyskiwały. Ekskluzywne prostytutki zarabiały nawet 70 zł tygodniowo.

W okresie PRL zawód jako „pozostałość ustroju kapitalistycznego” miał się całkiem nieźle. Arabeski pracujące w Warszawskich hotelach osiągały zarobki niewyobrażalne dla klasy robotniczej. W 1973 odbył się proces 9 kelnerów i szatniarzy z Hotelu Europejski w Warszawie. Świadkami były dziewczyny o pseudonimach: Śmieszka, Kulawa Monia, Matrona, Izaura. Jedna z nich zeznała, że zarabiała ok. 50 tyś złotych, z których 15 tyś musiała oddawać sutenerom. Średnia pensja w tym okresie wynosiła 2.800 zł.

Najbardziej ekskluzywne prostytutki nie trafiały na sale sądowe. Wykonywały one zadania dla UB otrzymując w zamian immunitet. Służba niejednokrotnie kontrolowała lokale, z których korzystały prostytutki a niejednokrotnie sama je organizowała.

W 1981 Komenda Główna MO wykryła aferę bliźniaczo podobną do afery dubajskiej. Otóż kobiety do włoskich agencji towarzyskich wysyłane były za pośrednictwem firmy Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe. Ze względu na brak możliwości przesłuchania włoskich odbiorców jedynym skazanym był kierownik działu eksportu. Skazano go na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu i grzywnę za niedozwolony handel walutami.

Polska ustawa karna nie penalizuje prostytucji jako takiej. Karane są wszelkie formy pomocnictwa:

stręczycielstwo – nakłanianie do prostytucji w celu osiągnięcia korzyści majątkowej,

kuplerstwo – ułatwianie prostytucji w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i

sutenerstwo – czerpanie korzyści majątkowych z prostytucji innych osób.

W pracy detektywa zebranie materiału dowodowego przeciwko osobom korzystającym z usług prostytutek zawsze stanowi duże wyzwanie. Jest następstwem braku utartego schematu. Osoba korzystająca z usług różnych dziewczyn, które dziś najczęściej świadczą je w swoich mieszkaniach i nie szukają klienta na ulicy mocno utrudnia prowadzenie czynności jak również uzyskanie dowodów do sprawy sądowej. Jednak czynności prowadzone systematycznie i wielopłaszczyznowo pozwalają osiągnąć sukces również w takich przypadkach.